Maki, które rozkwitły w Paryżu
Wszystko zaczyna się od kropli roztopionego szkła na końcu piszczeli. Nie ma tu formy ani narzędzia, które wyznaczałoby kształt. Jest tylko hutnik, jego ręce i ruch. Szkło buja się powoli w jedną i w drugą stronę, trochę jak wahadło, a grawitacja i wyczucie mistrza robią resztę. Kształt pojawia się sam, jakby szkło wiedziało, czym chce zostać. Po chwili na końcu piszczeli wisi mak w głębokiej, kryształowej czerwieni.
Kilka tygodni później te maki stały na naszym stoisku w Paryżu, a ludzie z całego świata pochylali się nad nimi i pytali: jak to jest zrobione?
Paryż, 1700 marek i jeden stół
Maison&Objet to jedno z tych miejsc, gdzie design ogląda się naraz z każdej strony. W tym roku spotkało się tu około 1700 marek z 49 krajów. Były wśród nich meble z Kopenhagi, tekstylia z Mediolanu, oświetlenie z Tokio. I my, KROSNO 1923, z historią, którą chcieliśmy wreszcie opowiedzieć po swojemu.
Nie przyjechaliśmy tylko z nowymi produktami. Przyjechaliśmy z pytaniem, które zadajemy sobie od dłuższego czasu: czym jesteśmy? Hutą, w której powstaje szkło, czy marką, która ma coś do powiedzenia? Nasza odpowiedź brzmi: od huty do marki. Paryż był pierwszym miejscem, w którym wypowiedzieliśmy ją tak głośno.

Ludzie, bez których nie byłoby polskiego szkła
Kiedy przygotowywaliśmy wystawę, zajrzeliśmy do archiwów. Szukaliśmy nie tyle przedmiotów, co ludzi.
Wszewłod Sarnecki. Jan Kosiński. Jerzy Maraj. Janina Szopa. Joanna Lorens. Anna Grabowska-Szczur. Wanda Zawidzka-Manteuffel.
Dla wielu osób to tylko nazwiska. Dla nas to twórcy, którzy przez 80 lat, od 1946 roku do dziś, budowali coś, co nazywamy polską szkołą wzornictwa szkła. Projektowali w czasach, gdy o materiały trzeba było walczyć, a „design” nie był modnym słowem. Mimo to ich projekty miały charakter: odważną formę, własny kolor, własny rytm. Wiele z nich przez lata stało na półkach w polskich domach. Ktoś pił z tych szklanek herbatę, ktoś stawiał w wazonie bzy z działki. Niewielu zastanawiało się, kto je zaprojektował.
W Paryżu chcieliśmy to zmienić. Pokazaliśmy ich prace obok siebie, jako rozmowę kilku pokoleń. Szczególnie ważne było dla nas wznowienie projektu Wandy Zawidzkiej-Manteuffel. To wyjątkowe uczucie, kiedy forma zaprojektowana dekady temu znów wychodzi z pieca i okazuje się, że niczego nie trzeba w niej poprawiać.

Dlaczego maki?
Sercem stoiska były THE POPPY RED, ręcznie formowane maki w kryształowej czerwieni.
Mak od zawsze jest kwiatem pamięci. Dla nas to ukłon w stronę polskich projektantów szkła, którzy zostawili po sobie coś trwalszego niż oni sami: sztukę, która wciąż zachwyca, i uznanie, które przetrwało pokolenia. Ich projekty żyją dalej na półkach, w kolekcjach, w muzeach i w domach, gdzie przechodzą z rąk do rąk.
Każdy czerwony mak na naszym stoisku był małym hołdem dla nich. Mówiliśmy nim: pamiętamy i idziemy dalej, bo to Wy wskazaliście drogę.

Żadne dwa maki nie są identyczne. Każdy powstaje z wolnej ręki, a w każdym zostaje zapisany ruch hutnika: jego tempo, jego wyczucie, jego dzień. Właśnie w tym miejscu, między projektem a rękami rzemieślnika, widzimy to, co w naszej pracy najcenniejsze. To narzędzie, którym wciąż można powiedzieć coś nowego.
Paryż to zrozumiał. Maki zatrzymywały ludzi, którzy wcale nie planowali się zatrzymać. Jedni robili zdjęcia, inni długo się przyglądali, a jeszcze inni wracali następnego dnia z kimś, komu musieli to pokazać.
Maki ruszają teraz w świat: na targi jubilerskie, wydarzenia designerskie, do luksusowych butików i hoteli. Wkrótce również do Azji, między innymi do Chin i Korei.
Szkło i ceramika przy jednym stole
Na naszym stoisku stanął też wspólny stół. Usiedliśmy przy nim razem z Zakładami Ceramicznymi „BOLESŁAWIEC”.

Szkło i ceramika to dwa różne materiały, dwie różne tradycje i dwa różne rzemiosła. A jednak kiedy postawiło się je obok siebie, od razu było widać, że mówią tym samym językiem. To język polskiego wzornictwa: uważnego, ręcznego, z historią.
Ten stół szybko stał się czymś więcej niż ekspozycją. Rozmawialiśmy przy nim o tym, że polski design nie musi być zbiorem pojedynczych sukcesów. Może być wspólną opowieścią, którą łatwiej usłyszeć, gdy opowiada ją kilka głosów naraz.

Pięć dni, które zostaną z nami na dłużej
Przez pięć dni przez nasze stoisko przewinęli się architekci, projektanci wnętrz, ludzie z branży hotelowej i gastronomii premium, dystrybutorzy i kupcy z wielu części świata. Były wizytówki, notatki na kolanie i umówione kolejne spotkania. Wracamy z konkretnymi kontaktami i projektami, które będziemy rozwijać w najbliższych miesiącach.
Najbardziej zapamiętaliśmy jednak coś innego. Do stoiska podchodzili polscy projektanci, którzy akurat byli w Paryżu. Oglądali, dotykali szkła i mówili, że są dumni z tego, jak polskie wzornictwo wygląda na jednej z najważniejszych scen designu na świecie.
Trudno o lepszą recenzję.
Dziękujemy
Dziękujemy naszemu zespołowi: projektantom, hutnikom, ludziom od logistyki, sprzedaży i komunikacji, którzy przez wiele tygodni składali tę prezentację w całość. Dziękujemy wszystkim, którzy odwiedzili nas w Paryżu i zatrzymali się przy makach choćby na chwilę. Dziękujemy też Zakładom Ceramicznym „BOLESŁAWIEC” za wspólny stół i wspólną opowieść.
Za nami 80 lat polskiego wzornictwa szkła. Przed nami kolejny rozdział.
Paryżu, do zobaczenia.

